awareness, Change, miracle morning, Morning, motivation, self-improvement

Jak sprawić żeby wstawać o 5 rano?

A dziś po raz pierwszy tekst na zamówienie czytelniczki. (Dla mnie ogromna radość, jak chcecie o czymś konkretnym poczytać, albo zadać pytanie to piszcie prywatne wiadomości, a ja będę próbować.)

Wstaję około 5 rano od jakiegoś czasu i bardzo mi z tym dobrze, oczywiście są wyjątki, ale większość dni tygodnia to jest 5 rano. Jeśli chcesz wstawać wcześnie, zaczęłabym od przyczyny, czyli po co Ci to? Co chcesz robić o 5ej, na co mieć czas i jak ważne to dla Ciebie jest. Moja przyczyna była prosta, chciałam pisać bloga, pisać, kreować, jest to dla mnie bardzo ważne teraz żeby coś tworzyć i działać. Dlaczego nie mogę pisać o 8ej, albo wieczorem czy w ciągu dnia? No nie mogę, potrzebuje mieć świeży, wypoczęty umysł. Ze względu na lockdown, pracę i szkołę zdalną cała moja rodzina jest w domu, i nie ma takich momentów żeby było cicho, a już od 7:30 zaczynają się wszyscy budzić, i się dzieje, dzieci, koty, śniadanie, każdy coś mówi, robi, kręci się, coś chce, trzeba pomóc, plus praca moja etatowa od 8ej rano, maile, telefony itd. Nie ma w dzień czasu dla siebie ani możliwości żeby się skupić. Wieczorem, ja już nie mam sił. Od zawsze tak mam że to co najważniejsze robię rano, bo moja energia w ciągu dnia spada i wieczorem pozostaje już tylko czas na relaks. Jeśli chcecie popróbować wstawać rano, to polecam zacząć od tego po co, co mi da ten czas, ile mogę zrobić dla siebie i jak bardzo to jest ważne. Pamiętacie jak to jest wyskakiwać z łóżka bladym świtem, bo jest coś ważnego danego dnia, jak wyjazd na wakacje albo pierwszy dzień w nowej pracy, i jest taka radość i ekscytacja. Tutaj chodzi o to aby spróbować ten stan mieć codziennie, ekscytacja z mojego kolejnego, pięknego, nowego dnia życia i tego co ja dziś o poranku mogę dla siebie zrobić. Jak dziecko w swoje urodziny, czy święta, wyskakujemy z łóżka bo to jest właśnie ten dzień, kolejny dzień życia warty żeby go zacząć z wdzięcznością i radością już o świcie.

Nastawianie wewnętrznego budzika, to taka technika uczenia swojego organizmu o której chcemy wstawać. Ja mam nastawiony normalny budzik na 5 czy 5:30, ale jak zasypiam to sobie mówię, że chce wstać o 5ej, planuje co chce zrobić, o czym będę pisać i jaką medytacje zrobię po obudzeniu. Zazwyczaj budzę się sama, kilka minut przed budzikiem, przypominam sobie co mam zaplanowane i wyskakuje z łóżka. Po co nam plan i wewnętrzny budzik? Tak jest po prostu łatwiej a organizm słucha i reaguje, budzimy się sami, wyspani, a nie jesteśmy wyrywani ze snu. Razem z powiedzeniem sobie o której chce wstać, mówię sobie, że mi absolutnie wystarczy np 6 godzin snu, czyli jeśli zasypiam przed 23ą i mam 6 godzin to wiem, że to jest tyle ile potrzebuje. Jeśli wydaje Ci się, że potrzebujesz 8, nic nie szkodzi, też tak kiedyś myślałam i się okazało że to nie prawda. Spróbuj sobie powiedzieć, że od dziś 6 godzin czy 7 na początek, to jest zupełnie wystarczająco żeby wypocząć i się w pełni zregenerować. Czyli przed snem nie mówimy sobie, że mamy tak mało godzin na spanie, ale zawsze, zawsze mówimy sobie, że to jest dokładnie tyle ile potrzebuje i to mi wystarczy do pełnej regeneracji oraz planujemy o której się obudzimy. Może się nie udać za pierwszym razem, chociaż powinno, jeśli nie wyszło, popróbuj kilka dni, organizm zareaguje. 

Zaplanowanie poranka. Zastanów się po kolei co Ci ułatwi wstawanie, mi np pomaga woda, mycie zębów i twarzy, dzięki wodzie, raczej chłodnej, przychodzi rześkość. Przygotowuje sobie też ubranie, żeby nie musieć nic szukać, czy się zastanawiać i wybierać, nie na to jest ten czas rano. Zawsze wieczorem sobie zostawiam laptop i okulary, które czekają, to też element zaplanowania poranka. Trzeba to sobie ułatwić, woda niech już będzie w ekspresie do kawy czy czajniku, im więcej przygotujemy dla siebie wieczorem, tym łatwiej nam będzie się podnieść, bo wszystko już jest gotowe i tylko na nas czeka. 

I ważna część, czyli nasza wewnętrzna dyskusja z samym sobą. Bo w łożku tak ciepło i przyjemnie, i może jeszcze kilka minut, pół godzinki itd. Główny powód nie wstawania tak jak chcemy i zaplanujemy to wewnętrzna dyskusja. Proponuję po prostu powiedzieć tej stronie która chce zostać w łóżku, żeby już przestała gadać, bo słucham jej, zostaje, śpię i znowu mi się nie udaje, a nie tego chce. Chce wstać i żyć w pełni, więc cicho tam i nie dyskutuj, bo nie pomagasz. Jeśli ta dyskusja trwa i nie umiemy jej wygrać, proponuję umówić się ze sobą, że wyskakujemy z łóżka, zanim się zacznie, już nas nie ma. Budzę się i wstaję na równe nogi, wychodzę z sypialni. Może nam pomóc ustawienie budzika dalej od łóżka, zapalenie światła, chłód i niska temperatura, to wszystko sprzyja obudzeniu swojego organizmu a po jakimś czasie jest już tylko łatwiej i łatwiej. Jeśli nadal nie wychodzi może trzeba zmienić nasz wieczór, to o której jemy kolacje, czy pijemy ostatnią kawę, może ograniczyć ilość czasu wieczorem przed ekranem, albo chociaż używać okularów chroniących. 

Można sobie jeszcze pomóc jakąś dobrą książką o wstawaniu. Dla mnie to był “Fenomen Poranka” (Miracle morning) Hal Elrod. Hal ma swoją społeczność i grupę na Facebook (Miracle morning), na której ludzie dzielą się doświadczeniem wstawania o świcie, pomysłami jak sobie to ułatwić i tym co dzięki temu zmieniło się w ich życiu, to może nam pomóc w motywacji. Przedstawiona w tej książce koncepcja wstawania o świcie wzięła się z chęci zmiany życia autora. A ponieważ wierzy on że jeśli będzie lepszy to będzie miał w życiu lepiej, więc postawił na poświęcenie dodatkowej godziny rano na swój rozwój osobisty. I tak wstawał po to aby mieć 10 min ciszy, modlitwy i medytacji, 10 min czytania, 10 minut afirmacji, 10 minut wizualizacji, 10 minut na pisanie dziennika i 10 minut na ćwiczenia fizyczne. I mamy godzinę kiedy zrobione jest wszystko co dla nas dobre, dla naszego samopoczucia i rozwoju. Jeszcze przed tym jak zacznie się dzień i obowiązki, wszystko czego potrzebował dla siebie, miał zrobione. I co nas wtedy budzi z każdym dniem? To poczucie satysfakcji, że zrobiliśmy to co chcieliśmy zrobić dla siebie. Czy 10 minut wystarczy? No pewnie że tak, jeśli chcesz czytać i ćwiczyć i medytować a nie masz na to czasu, to nie robisz tego wcale, robiąc 10 minut codziennie rano, zwyczajnie zaczynasz to robić, w tygodniu to już ponad godzina czytania, czy medytacji. I jeśli teraz w tygodniu masz zero, to te 10 minut dziennie mogą przynieść ogromną zmianę. Zapraszam do próbowania i życzę powodzenia, wstawanie o świcie poprawia jakość życia i nasze samopoczucie. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s